2005-10-31 22:17:14 >> dziwne humory- Za 5 minut będziemy na miejscu- usłyszałam głos nad sobą. Spojrzałam w górę to Cassidy zaczęła ściągać swoją walizkę i poszukiwać czarnego mundurka... - Mhmmmm- mruknęłam z rozdrażnioną miną, po czym przytuliłam się spowrotem do mięciutkiego polaru opartego o zaparowaną szybę. - Joanne... pospiesz się...- teraz Yuko zaczęła mną szturchać. - Z łaski swojej przestań mnie szturchać, ok?- warknęłam podnosząc głowę. - Przepraszam Joanne, że staram się dbać o to abyś nie wróciła do Londynu tym pociągiem- odpowiedziała ze wściekłą miną Yuko. Nic nie odpowiedziałam tylko wstałam i sięgnęłam po walizkę. Po chwili wszystkie stałyśmy ubrane w mundurki Hogwartu, właśnie wiązałam biało zielony krawat, kiedy drzwi od przedziału otworzyły się. W drzwiach stał Tim. - Cześć dziewczyny...- uśmiechnął się wchodząc do przedziału i pozdrawiając wszystkie machnięciem ręki...- Hej księżniczko- mruknął mi do ucha... - Odwal się Frost!- wrzasnęłam tak, że jakieś pięć osób zajrzało do naszego przedziału, a sam Tim zrobił nieco zgorszoną minę. - Co ci?- mruknął z lekko zdenerwowaną miną... - Jakbyś nie zauważył... zajęta jestem!- syknęłam nawet na niego nie patrząc. Tim spojrzał na mnie jak na kosmitkę po czym mruknął coś pod nosem co brzmiało jak „te twoje humory są wkurwiające” i wyszedł z przedziału. Żadna z dziewczyn nic nie powiedziała, ale widziałam, że wcale nie podoba im się mój zrzędliwy humor. Szczerze miałam to gdzieś, bardziej interesowało mnie to co powiedział mi Draco... a właściwie to czego mi nie powiedział... Pociąg powoli zaczął zwalniać więc na korytarzu zrobiło się jeszcze głośniej co wpływało znacznie na wzrastający poziom mojej irytacji. Usiadłam ubrana już w mundurek i wpatrywałam się w wiejskie tereny, przedmieścia Hogsmeade. Pociąg zatrzymał się. - Dziewczyny nie jarajmy się niech przejdą dzieciaki- mruknęłam jak Salma, Yuko i Cass wstały by wyjść... - Że co? Chcesz ustępować miejsca gówniarzom?- zdziwiła się Salma patrząc na mnie podejrzliwie... - Nie...- odpowiedziałam szybko- po prostu nie chce mi się walczyć z „gówniarzami” i ocierać się o ich ciała brudząc mój mundurek... Mam ochotę wyjść z pociągu cała, nie pognieciona i nie śmierdząca czyimś potem... Chyba ta ostatnia uwaga trafiła do dziewczyn bo też usiadły na swoich miejscach... Rzeczywiście dzieciaki pchały się do wyjścia jak głupie, słychać było trzaski, wrzaski i przepychanki... Salmę jednak irytowały te hałasy więc wstała wychyliła się z przedziału i nawrzeszczała na dwóch krukonów z drugiej klasy. Wkońcu po jakiś 5 minutach korytarz był pusty, więc wzięłyśmy swoje płaszcze i wyszłyśmy z przedziału. Szłam na końcu przez korytarz i myślałam o Davidzie... W sumie mogłam go znaleźć i pogadać bo kto wie czego mógł chcieć. Właśnie mijałam ostatni przedział i mignęła mi w przerwie między kotarami twarz Dracona. Zatrzymałam się i spojrzałam przez szparkę. Cassidy odwróciła się i spojrzała na mnie wyczekująco... Położyłam tylko palec na ustach żeby nic nie mówiła i pokazałam jej na migi, że zaraz dojdę. Cass zrobiła zniecierpliwioną minę, ale zrobiła tak jak ją prosiłam. Jeszcze raz nachyliłam się i spojrzałam w szparkę. Rzeczywiście stał tam Draco... Niestety drzwi były zamknięte ale coś mówił do kogoś leżącego na podłodze... Wygięłam trochę głowę i ujrzałam nie kogo innego jak całego zakrwawionego Pottera, który zdawał się być sparaliżowany... Draco na sekundę odwrócił głowę i jego oko spotkało się z moim... Uśmiechnął się szyderczo po czym narzucił coś na Pottera, co sprawiło, że zniknął, odwrócił się i wyszedł. - Joanne... nieładnie tak podglądać- mruknął z uśmiechem jak wychodziliśmy z pociągu... - Co ty mu zrobiłeś?- warknęłam - Widzisz siostrzyczko... Potter za dużo węszył... Tak samo jak ty... i widzisz jak skończył- rzekł mój brat śmiejąc się... - Pieprz się- syknęłam i przyspieszyłam kroku dorównując do Yuko, Salmy i Cass... - Słońce idziesz ze mną?- Draco złapał Cass za rękę, a ona uśmiechnęła się i wypruła do przodu z moim bratem zostawiając nas trzy na samym końcu kolejki do powozów. Weszłyśmy do ostatniego powozu... Po raz pierwszy było nas tak mało w jednym powozie... Ale miało to swoje zalety bo było sporo miejsca a karoce były niezwykle luksusowymi miejscami. - Joanne... Można wiedzieć co jest powodem twoich fochów?- zaryzykowała Yuko po paru minutach cicszy... Spojrzałam na nią i poprawiłam kosmyk włosów, który wpadł mi na oczy. - Wkurzają mnie po prostu ciągłe tajemnice... A już zwłaszcza te, które ma mój brat... Właśnie znokautował Pottera i bliznowaty najprawdopodobniej jest w drodze do Londynu...- odpowiedziałam jakby to było coś normalnego... - Co?!- odezwały, a właściwie krzyknęły razem Salma i Yuko... - No leży pod peleryną niewidką, jest znokautowany, i sparaliżowany... raczej nikt go wcześniej niż w Londynie nie zauważy- mruknęłam znudzonym głosem. Yuko i Salma wpatrywały się we mnie jakbym postradała zmysły... Na szczęście nie trwało to długo bo powozy zatrzymały się. Przy bramie stał Filch i wszystkich sprawdzał czy nie mają żadnych złowróżebnych gadżetów. Podszedł do mnie z parszywym uśmiechem... - No panienka Malfoy... ty to na pewno coś przemycasz- po czym jechał od góry do dołu tym swoim wykrywaczem. - Od kiedy to jesteśmy na Ty?- warknęłam gdy sprawdzał wykrywaczem czy nie mam niczego w tyłku... Filch nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się jak dziadyga i puścił mnie dalej... - Czasem mam wrażenie, że mu kobiety brak- śmiała się Yuko i potrącała mnie łokciem w żebra... - Chyba nie sugerujesz, że ja miałabym być jego wybranką- odrzekłam z obrzydzeniem, a Salma i Yuko tylko rechotały.- obrzydziłyście mi dzieciństwo- zaczęłam się śmiać razem z nimi. Weszłyśmy do Wielkiej sali gdzie oczywiście jak zwykle stały już pełne żarcia stoliki a ogólnie panowała wszędobylska wrzawa... Przy stole Ślizgonów siedziała już Cass i machała nam na znak, że zajęła nam miejsca... Usiadłam obok Cassidy i poprawiłam parę kosmyków włosów. - żebyście widzieli...- doszedł do mnie głos Dracona- Potter... na ziemi... leży... krew... i patrzy się na mnie jak zbity szczeniak... Jaka szkoda, że aparatu nie miałem- i cały funclub Malfoya i znakomita większość ślizgonów zaczęła wyć i udawać krwotok z nosa... Osobiście nie przepadałam za Potterem więc też wykrzywiłam usta w uśmiechu, bo całkiem fajny był widok sparaliżowanego Pottera. - ciekawe czy nadal leży pod tą swoją pelerynką i myśli jaki ten świat jest niesprawiedliwy- zachichotała Parkinson, a Draco zrobił zadowoloną minę... - Cóż szansa na to, że Potter nie wróci jest co najmniej mała, ale sam fakt, że Potter okazał się być taki bezsilny...- zaczął śmiać się Draco a reszta mu zawtórowała. Rozejrzałam się po całej sali. Wielu uczniów ubyło... Z Gryffindoru i ze Slytherinu najmniej, za to z Ravenclawu brakowało mi paru znajomych, z Huffelpuffu nie znałam nikogo dobrze ale też widziałam sporo ubytków. Moje oczy spotkały się z oczami Davida przy stole Gryfonów. Nie wiem ile się w siebie wpatrywaliśmy aczkolwiek odnosiłam wrażenie, że jest mu smutno i naprawdę chce ze mną pogadać. - Patrzcie Potter wrócił- odezwała się głośno Cass wpatrując się w drzwi wejściowe... Oderwałam wzrok od Davida i spojrzałam, jak większość, w stronę wskazywaną przez Cass... Rzeczywiście Harry wchodził szybkim krokiem do sali a za nim podążał Snape z tryumfalnym uśmiechem na twarzy. Jak Draco mówił, cała twarz była w plamach od krwi... Momentalnie mój brat i parę osób zaczęło udawać krwotok z nosa... Zatoczyłam tylko koło oczami i nalałam sobie soku dyniowego do pucharku. Parę minut później Dumbeldore zaczął przemawiać. Jak zwykle przy naszym stole była najmniejsza cisza ale przy słowach, że eliksirów będzie nas uczył nowy profesor Slughorn wszyscy zamilkli... - Natomiast posadę profesora Obrony Przed Czarną Magią otrzymał profesor Snape...- rzekł dyrektor uciszając się na chwilę bo na sali zapanował chaos... W sumie osobiście mi to nie przeszkadzało, jako, że i tak miałam i ten i ten przedmiot a o Slughornie słyszałam od rodziców, bo uczył ich jak byli uczniami Hogwartu. - Super... Podliże się trochę temu Slughornowi i będzie już dwoje nauczycieli, których jestem pupilem- zamruczał Draco popijając sok. - Draco, kretynie... nie wiem czy wiesz ale Slughorn nie należy do osób co to mają swoich pupilków za byle uśmiech i lizanie dupy- mruknęłam- on lubi takich co mogą mu się w przyszłości przydać. - Myślisz, że ja Draco Malfoy, nie przydałbym się takiemu człowiekowi?- rzekł niemal niedowierzającym tonem... - Tak- odpowiedziałam krótko... Niedługo po tym kolacja się skończyła... Ociągałam się z wyjściem z Sali... Chciałam spotkać przy wyjściu Davida i chyba on to zauważył bo też ciągnął się w szarym końcu. Kiedy już miałam 2 metry do Davida zaczepiła go Clemens. Myślałam, że jej te rudoblond włosy powyrywam. - Daaaaaaavid!!!!!- krzyknęła rzucając mu się na ramiona - Clemens pogadamy jutro zmęczony jestem- mruknął odsuwając ją od siebie. Dziewczyna zrobiła najpierw wściekłą minę, po czym zarzuciła długimi włosami do tyłu cmoknęła go w policzek i pobiegła do grupki swoich przygłupawych przyjaciółek. - Cześć Jo...- powiedział David zbliżając się do mnie... - hej- mruknęłam patrząc się na swoje buty i przechodząc przez drzwi wielkiej sali... - Słuchaj chciałem pogadać... o...znaczy się... bo...- jąkał się... Zrobiło mi się ciężko na żołądku... Kiedyś rozmawiałam tak z Johnem i wcale nie chodziło mu o tryumfalny powrót do mnie tylko o toczy nie mam nic przeciwko temu aby on (John) był z Amy... Więc szybko mu przerwałam... - David... Chyba jestem zbyt zmęczona jak na tę rozmowę... Możemy pogadać kiedy indziej?- spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem... - Taaak... Jasne... Hmm... no to do jutra- mruknął po czym odwrócił się i pobiegł w stronę schodów. Ja tez odwróciłam się i poszłam korytarzem w dół w stronę schodów do lochów. Ale ze mnie kretynka... Chciałam z nim pogadać a jak przyszło co do czego to go spławiłam... Miałabym tą przeklętą rozmowę za sobą a tak nie będę mogła zasnąć. Doszłam do kamiennych schodów a u ich stóp tuż przy kamiennych drzwiach tajemnym przejściu do pokoju wspólnego ślizgonów stała moja kuzynka Ali i macała się nawzajem ze swoim boyfriendem Deanem. - O cześć Jo!- uśmiechnęła się Ali odrywając usta od Deana, który kiwnął mi tylko głową i już chciał wracać do całowania swojej dziewczyny ale Ali położyła mu rękę na twarz i odepchnęła go. Dean zrobił zeźloną minę ale wyminął Ali i mruknął „limfa” a kamienne drzwi otworzyły się. - Hej Ali- uśmiechnęłam się schodząc po schodach- i co tam? - A nic... widziałaś jak ładnie ci drugoklasiści wyrośli?- Ali należała do dziewczyn, które nie zwracały uwagi na wiek, byleby tylko jej partner był ładny i miał...hmmm... to coś... czym różni się od dziewczynek... Słowem była nimfomanką... J - Ehh...Ali... Oni mają po 13lat a Ty masz 15... Tak jakby... wiesz... a zresztą nieważne- uśmiechnęłam się... - Sluchaj... Widziałam tego twojego Davida... Tima zresztą też... Do mnie się przyczepiasz a sama na dwa fronty z największymi przystojniakami w Hogwarcie... No prawie największymi- dodała jakby w zadumie... - po pierwsze... David nie jest mój, co najwyżej mój były... znaczy formalnie nie zerwaliśmy ale on się z tą Clemens zadaje- rzekłam - Głupia zdzira- skwitowała Ali... - A po drugie Tim, też mój nie jest bo... ehh nieważne- mruknęłam przy okazji mówiąc „limfa” do kamiennych drzwi które natychmiast się otworzyły. - Joanne, a ten cały John... on chyba zerwał z Amy...- powiedziała Ali wchodząc za mną i kręcą tyłeczkiem obok chłopaków z siódmego roku. - A co mnie on obchodzi?- warknęłam przemierzając wspólny pokój. - Ciebie może nie... ale ogólnie fajne ciacho... a ponieważ nie jest twój to mogę go dodać na moją listę CDZ?- uśmiechnęła się moja kuzynka... - CDZ?- odwróciłam się z niemalowanym szokiem na twarzy... - No... Chłopców Do Zaliczenia- odpowiedziała jakby to był najprostszy do rozszyfrowania skrót... Chociaż w sumie znając Ali, on był łatwy do rozszyfrowania J. - Rób co chcesz- syknęłam odwracając się w kierunku schodów i wbiegając do góry, Ali natomiast rozsiadła się między siódmoklasistami i jeszcze przy drzwiach od mojego dormitorium słyszałam jej donośny śmiech i coś w stylu słów „Ojej moja pierś!”, zignorowałam to jednak i otworzyłam drzwi od dormitorium. - Gdzie byłaś?- Cass podniosła głowę znad swojej walizki. - David chciał pogadać, ale ja nie miałam ochoty- wzruszyłam ramionami i usiadłam na swoim łóżku- i trochę z Ali pogadałam. - Niezłe z niej ziółko- rzekła Salma ukladając swoje króciutkie włosy w pazurki- chodzi z Deanem, a już przed kolacją widziałam jak kręci z Markiem i Frankiem z Ravenclawu... - W sumie jej sprawa- rzekłam- mnie się pytała czy może się zacząć obracać wokół Johna bo zerwał z Amy... ehh... ale tego kretyna mam w dupie więc... niech robi co chce Podeszłam do swojej szafy i zaklęciem wypakowałam w nią moją walizkę. Rzuciłam też zaklęcie na włosy żeby posplatały się w paredziesiąt cieniutkich jasnoblond warkoczyków. Ubrałam szybko się w piżamkę i wskoczyłam do łóżka, które było przyjemnie miękkie i cieplutkie... A tego momentu pragnęłam najbardziej. skomentuj (24) |
|
|||||||