2007-11-09 15:35:50 >> nowe czasy (7 część spoilery mogą się pojawić)Witam ponownie, postanowiłam wrócić.. Ozywiscie notki nie będą tak częste jak kiedyś, ale przynajmniej raz w miesiącu postaram się coś wrzucić. Mam nadzieję, że od czasu do czasu zajrzycie do starej poczciwej Jo J. To lecimy z tym koksem... Od ostatniego roku wszystko się zmieniło... Wakacje były smutne i mroczne, gdyby nie fakt, że rodzice w ogóle na mnie uwagi nie zwracali i mogłam robić co chcę, praktycznie zanudziłabym się na śmierć słuchając ciągłych kłótni rodziców, czytając ciągle o śmierciożercach, o śmierci Dumbledore’a, odpowiadając co chwilę „nie” na pytania śmeirciożerców. Jednak w pewnym momencie spotkania śmierciożerców zaczęły odbywać się w naszym domu, wtedy, gdy Czarny Pan zaczął pojawiać się w miejscu, w którym mieszkałam, kiedy wiedziałam, że nie mam wyjścia, że nie mogę już dłużej przebywać tym miejscu, postanowiłam uciec z domu. Nie zamierzałam przyłączyć się do śmierciożerców, nie chciałam być świadkiem tych wszystkich knowań, nie chciałam być tego uczestnikiem. Draco zdecydował już wcześniej. I tak miał szczęście, że Czarny Pan się nad nim zlitował, ze nie potraktował go avadą, w momencie kiedy dowiedział się, że Draco stchórzył w decydującym momencie, że nie był w stanie zabić Dumbledore’a, uratował go właściwie Snape. Ogółem cała nasza rodzina należała do potępionych. Ojciec też spadł z piedestału pupilka Czarnego Pana, teraz jego guru traktowało go jak szczura, na dodatek odebrał mu jego różdżkę, ojciec był bezbronny. Ciocia Bellatrix, jak zwykle lizała tyłek Czarnemu Panu, na co on reagował z lekką irytacją. W końcu mama zdała sobie sprawę z tego, że jedyną szansą dla mnie jest ucieczka, wiedziała, że Czarnemu Panu nie zależy na posiadaniu kolejnego Malfoya w swoich szeregach, ale też nie zależy mu na tym bym była w pobliżu. - Joanne...- usłyszałam cichy szept nad swoją głową. Spałam w swoim wielkim łóżku i zobaczyłam nagle moją mamę pochylającą się nade mną. - mmm...- mruknęłam ziewając lekko. - Córeczko... musisz uciekać...niedługo zjawi się tutaj.. Czarny Pan... nie możesz tu dłużej mieszkać- szepnęła mi do ucha mocno mnie przytulając. Patrzyłam się tępo w ciemną sylwetkę nade mną. Była jakaś 2 nad ranem, a mama przychodzi do mnie, przytula mnie (!!!! Nigdy tego nie robiła... w taki sposób) i każe mi się wynosić. Nie żebym się tym przejęła, już wcześniej zdawałam sobie sprawę z sytuacji, wiedziałam, że kiedyś taki dzień nadjedzie, nie wiedziałam jednak, że tak szybko. Szybko poderwałam się i wyskoczyłam z łóżka. - co z Draco?- zapytałam cicho, łapiąc za różdżkę i pakując się za pomocą czarów. - musi tu zostać... różnica między wami polega na tym, że Draco jest już śmierciożercą, zna co najmniej połowę planów Czarnego Pana, nie może uciekać z Tobą, gdyby to zrobił, rozpoczęłaby się nagonka na niego, a wtedy zginęlibyście razem- odpowiedziała bardzo cicho mama, mimo, że nic nie widziałam w mroku, wiedziałam, że płacze. - to znaczy... że już go... was nie zobaczę- odwróciłam się w jej stronę. Mama milczała, chyba w tym momencie zaczęła zdawać sobie sprawę z tego jaką krzywdę nam wyrządzili, przystępując do armii czarnego pana. - Joanne... jak możesz... nie wracaj do Hogwartu... tam będzie zbyt niebezpiecznie... Snape przejmuje fotel dyrektora... – powiedziała po chwili milczenia. - przecież i tak nie będą mnie chcieli zwerbować... – odpowiedziałam- nie wiem mamo... zdecyduję później- ogarnęłam wzrokiem wszystkie moje torby- no... to będę się zbierała...- spojrzałam na mamę, która nadal siedziała na moim łóżku. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czułam się trochę jak zdrajca, trochę jak ostatni tchórz. Co miałam powiedzieć „trzymajcie się ciepło”?, „powodzenia”?...- do... zobaczenia- mruknęłam i wyszłam z pokoju... Jedyne co mi przyszło do głowy to... Właściwie nic mi nie przyszło do głowy. Nie wiedziałam gdzie mam się podziać... Niby teraz w środku nocy, miałam zjawić się jakimś cudem w domu Davida? Jego dom znajdował się jakieś 300 mil od mojego. Niby jakim sposobem miałabym się w jednej chwili tam znaleźć. Sieć Fiu była kontrolowana, a ja wolałam nie próbować transportacji, ale chyba nie pozostawało mi nic innego... - Joanne... Cóż Ty tu robisz?- mam Davida, Lilianne Husky-Henderson, siedziała w ogromnym salonie i popijała coś co wyglądało jak whisky. Zawsze wydawało mi się, że troszkę za dużo pije, ale nie znałam jej na tyle, żeby to oceniać.. poza tym to była matka Davida, nie mogłam złego słowa na nią powiedzieć... W końcu jak dobrze pójdzie to będzie moja przyszła teściowa. - O... pani Lilianne... przepraszam, że tak bez zapowiedzi i w środku nocy... ale... eee- i co ja jej niby miałam powiedzieć, że musiałam uciekać z domu, by nie zostać śmierciozercą, lub żeby Czarny Pan mnie nie zamordował, bo weszłam mu w drogę? - Oh, Joanne nie tłumacz się, wiem jakie mamy czasy, mogę się domyślać co i jak... Zaraz ci przygotuję jakiś pokój... nie będziemy budzić Davida, ostatnio mało śpi... Rano się przywitacie... no... to chodź ze mną, umieścimy Cie w twojej ulubionej sypialni- mama Davida należała do osób, którym z niczego nie trzeba się było tłumaczyć, bo ona miała na wszystko swoją teorię, poza tym mówiła z prędkością karabinu maszynowego, więc tylko uśmiechnęłam się i poczłapałam za nią. - Pani Lilianne, dlaczego pani o tej porze nie spała?- spytałam wchodząc za nią po marmurowych schodach. - Oh Joanne mamy cięzkie czasy, ciężko spać... poza tym czekałam na męża... wiesz Bernard ciężko pracuje w ministerstwie... chociaż coś czuję, że i ministerstwo jest już opanowane przez śmierciożerców. Podejrzewam, że niedługo sam zrezygnuje... Obawiam się, że kiedyś może nie wrócić, więc każdego wieczoru czekam na niego- odpowiedziała cicho, chociaż miała troszkę beztroski ton... Jak zawsze. - rozumiem- szpenęłam i stanęłyśmy przed drzwiami sypialni, w której zawsze spałam... - to dobranoc Joanne... zobaczymy się na śniadaniu, chyba, że będziesz spała, to służba przyniesie ci jedzenie do pokoju.- rzekła z uśmiechem i odwróciła się ode mnie. - Dziękuję pani Lilianne- odpowiedziałam. - Nie ma za co... dobrych snów Joanne- mruknęła i zeszła po schodach. Weszłam do sypialni. Ogromnej sypialni, z ogromnym łożem i oknem, przez które świecił ogromny księżyc. Bez przebrania szybko rzuciłam się na łóżko i spojrzałam na staroświecki zegar na ścianie... Była godzina 3 nad ranem. Długo jeszcze nie mogłam zasnąc, wkońcu jednak udało mi się i pogrązyłam się w niebycie. skomentuj (2) |
|
|||||||